Jerozolima wita swojego Zbawcę (Mk 14, 1-15.47)

"Echo" Ewangelii Mk 14,1- 15,47
Niedziela Męki Pańskiej 05.04.2009

Jerozolima wita zwojego Zbawcę

         Dzisiaj wkraczamy w najważniejszy tydzień roku liturgicznego. Wielki Post zostaje ukoronowany Wielkim Tygodniem. Po nim nadchodzą święta paschalne. Przypomina to zdobywanie najważniejszych szczytów Ziemi albo odkrywanie największych z możliwych głębin.    W żadnym czasie Kościół nie przeżywa tak wielu i tak ważnych tajemnic. Co więcej, wszystkie niedziele, uroczystości i święta czerpią swoją zbawczą moc i sens z jednego źródła - Paschy. Nasycenie liturgii Wielkiego Tygodnia, jej ciężar gatunkowy wyrażone zostają w niepowtarzalnym bogactwie znaków i symboli. Właściwie, świętowanie Paschy bez Wielkiego Tygodnia, a szczególnie bez Triduum Paschalnego jest nieczytelne. Nie znając starotestamentalnych korzeni Paschy i Eucharystii nie rozumiemy tego, co przeżywamy, nie rozumiemy tego, co głosi i do czego zaprasza Kościół.
   Wydaje się, że w Niedzielę Palmową uobecnia się jakiś paradoks: z jednej strony wspomnienie uroczystego ingresu Jezusa do Jerozolimy, z drugiej lektura Męki Pańskiej. Wizja najwyraźniej kłóci się z fonią. W mediach uznano by to za szkolny błąd – nie można dawać sprzecznych sygnałów. Ale patrząc oczyma wiary nie ma tu sprzeczności. Zatrzymując się na zjawiskowej stronie zdarzeń można odnieść wrażenie, że między wiwatującym tłumem a Jezusem jest szczególny rodzaj więzi, jakiś rodzaj utożsamienia. Ale to tylko pozory. Trzeba znaleźć tę najbardziej wewnętrzną prawdę faktów. W emocjach tłumu nie ma  żadnej bliskości, żadnego oddania. Jest ono w przychodzącym Słudze Jahwe, w uniżeniu Tego, który nie przybywa na kwadrydze ciągnionej przez konie pełnej krwi arabskiej, ale na ośle - zwierzęciu leniwym, brzydkim i upartym. To nie jest parada władcy, to jest procesja Cierpiącego Sługi Jahwe. Nie ma w Nim niczego uwodzicielskiego, żadnego udawania, żadnych cudownych recept, żadnego populizmu, żadnego PR-u, nic prócz miłości pokornej, zdolnej do radykalnego wyniszczenia się.
 
  Krzyk jerozolimskiej ulicy nie zawiera żadnej istotnej treści. Jest niczym komputerowy spam pojawiający się wbrew woli adresata. Jezus dostrzega pustkę tych gestów. Jest świadomy, że za kilka dni ci sami ludzie oddadzą się zupełnie innym emocjom a wektor ich zachowań zmieni się radykalnie. To nie będzie inny tłum, lecz ten sam, tylko kilka dni później! Ulegając straszliwym manipulacjom Sanhedrynu i Piłata staje się elementem intrygi, narzędziem w cudzych rękach. Głos ludu nader często staje się wygodnym alibi.
  Wydarzenia Wielkiego Tygodnia demaskują najbardziej mroczne mechanizmy ludzkiej natury: kłamstwo, strach, zdradę, chciwość, gniew, przewrotność, upór, rozpacz itp. Kolejni ludzie gubią się w plątaninie własnych i cudzych słabości.
  W dramacie pasji zmieniają się jedynie dekoracje, bo każdy z bohaterów jest wierny swojej roli. Nie porzuca jej, nie zmienia, wypowiada wybraną sekwencję, wypowiada siebie do końca. Inaczej robi to Judasz, inaczej Kajfasz, inaczej Piłat a jeszcze inaczej Jezus. Każdy pozostaje sobą z wszystkimi tego konsekwencjami. Słowo pośmiertne wygłasza setnik poruszony umieraniem Chrystusa: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (w.39). Jest to wprost niewiarygodne, że w obliczu bluźnierstw i prowokacji wypowiadanych przez uczonych w Piśmie, poganin składa wyznanie wiary.

 
 Krzysztof Drogowy
TOP