"Między duchem a psychiką"- Każdy ma swój krzyż

Każdy ma swój krzyż

         Czasami na koniec rozmowy mówi się, że każdy ma swój krzyż. Mówi się tak z przeświadczeniem, że już nic się nie da zrobić, że trzeba zdobyć się na akceptację różnych trudnych spraw. Mówimy, że każdy ma swój krzyż i niby wszystko jasne. Może jednak nie do końca? Może warto od czasu do czasu tym stwierdzeniem rozpocząć rozmowę zamiast ją nim kończyć? Rozpocząć i co? Jak ją dalej kontynuować ?Po stwierdzeniu, że każdy ma swój krzyż, możemy na przykład postawić pytanie do czego ten krzyż mu służy? Pierwotnie krzyże służyły do dręczenia bliźnich w dość wyrafinowany sposób. Były narzędziem długich publicznych tortur u kresu których skazańca czekała śmierć przez uduszenie. Być może nasze krzyże pełnią podobną rolę?

         To straszne, ale jeśli tak, to faktycznie jest o czym rozmawiać. Być może przez lata krzyżuję kogoś swoim bałaganiarstwem, brakiem wyczucia, zaniedbaniem, lenistwem. Jeśli moim krzyżem jest na przykład słaba pamięć, to mogę krzyżować moich bliźnich zapominając o różnych ważnych sprawach i ustaleniach. Mogę rozbijać ich plany i wprowadzać w ich życie niepewność. Mogę, ale mogę też kupić sobie kalendarz i skrupulatnie notować w nim różne ważne zdarzenia. Mogę w ten sposób wziąć na siebie odpowiedzialność za swój czas, zamiast krzyżować innych brakiem tej odpowiedzialności.
          Jeśli ktoś na przykład odkrył, że ma tzw. trudny charakter, może przez lata tym charakterem krzyżować swoich najbliższych. Może, ale może też wziąć się za ciężką, bolesną pracę nad sobą i ograniczyć w ten sposób bliźnim różnego rodzaju cierpień. Owszem, może w imię doznanych w dzieciństwie zranień zaniedbywać własny rozwój. Może, ale może też wziąć się do roboty, aby z obsługiwanego i z trudem tolerowanego przez otocznie człowieka stawać się tym, który coraz dojrzalej kocha i służy. Chrystus zmienił znaczenie krzyża. Ze znaku hańby i zbrodni uczynił go znakiem zbawienia. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera postawione wyżej pytanie o to, do czego służy mi mój krzyż. Może - jak już powiedzieliśmy - służyć do krzyżowania innych. Może, ale może też służyć do zbawiania siebie z bałaganiarstwa, braku wyczucia, zaniedbania, lenistwa, słabej pamięci, czy trudnego charakteru. I co ciekawsze - może stawać się znakiem zbawieniem dla innych, dla moich bliźnich, którzy wybawiani od moich słabości nie będą się dusić w moim towarzystwie. I tak słabości mogą dodawać im ducha.

Ks. Wiesław Błaszczak SAC ,
Ośrodek Terapeutyczno-Szkoleniowy (OTS), Lublin