Moje stanie pod Krzyżem (J 19, 17-30)

Sąd nad Jezusem. Piłat ogłasza, że nie znajduje w Nim żadnej winy. Ale plebiscyt nienawiści trwa. Lęk przed utratą władzy, wpływów, autorytetu, pozycji, pieniędzy, twarzy, etc. Lęk i złość, że ktoś się ośmiela naruszać święty porządek rzeczy. A uzasadnienie – mamy Prawo, a wg Prawa On jest bluźniercą i powinien umrzeć. Ale Prawo (Kpł 24,16) mówi, że całe zgromadzenie ma ukamienować bluźniercę.

Elity chcą użyć Prawa jako pretekstu – i rękami Rzymu usunąć „problem”. To nie jest ich rewolucja, a Jezusa nie da się wykorzystać dla własnych planów. Jedyna rzecz pozostaje – usunąć. Dopełnia się „brak” sceny z kobietą cudzołożną (J 8). Tam Oblubienica, Kościół, jest oskarżona przed Bogiem za swą niewierność, teraz Oblubieniec, sam Bóg jest oskarżony przed ludzkim trybunałem, że nie jest wierny człowiekowi. Bóg poddaje się sądowi człowieka. „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie” (Iz 1,18). I zrobił człowiek proces Bogu, a Bóg uniewinnił człowieka.

Bluźnierca, uzurpator, rewolucjonista, wichrzyciel społeczny. Jak bardzo boję się, że Jezus poprzemienia „uporządkowany” moimi grzechami świat, że samego Boga oskarżam, iż jest wywrotowcem. „Precz z Bogiem, który nie jest na usługach człowieka”. Paradoks nieznajomości Jezusa polega na tym, że On właśnie uklęknął przede mną, aby obmyć mi nogi. Jezus bierze na siebie ten krzyż, mnie. Ja jestem Jego krzyżem, ja który nie dostrzegam Jego miłości, nie dostrzegam jej w biegu historii mego życia, nie widzę jej sensu we własnych porażkach, w doświadczeniach odrzucenia, etc. Ja jestem Jego krzyżem. „Oto Człowiek” – mówi Piłat. Oto Człowiek, który niesie swój krzyż, mnie, ludzkość na Golgotę i tam wiąże się ze mną siłą gwoździ, którymi ja przybijam Go do siebie. On tego chciał.

Tabliczka, która rani dumę, pychę, religijny porządek rzeczy. Mój Król jest przeze mnie odrzucony. Ale paradoks tego odrzucenia tkwi w tym właśnie, że kiedy ja nie chcę takiego Króla (bo cierpieć „trzeba”, nie buntować się „trzeba”, akceptować innych „trzeba”) – On właśnie moim odrzuceniem staje mi się najbliższy, krzyżem wiąże się ze Mną. Ja czułem się odrzucony, oskarżony za mą niewiarę, zdradzony przez Boga i ludzi, niezrozumiany, wyśmiany i raniony w mej dumie (moja pycha, moje ego domagały się zemsty i odpłaty), a oto jestem związany z Jezusem, Nowym Przymierzem. Jestem Jego krzyżem, a On mnie nie opuszcza. Związuje się ze mną.

Tunika i płaszcz. Jezus – Prorok i źródło jedności. Czyż nie jestem jak żołnierze, kiedy biorę „część Jezusowego płaszcza”, aby go używać dla własnych celów? Jego proroctwo chcę zaprząc do służby mojego ego. Jego charyzmatem objawiania mi Ojca chcę zastawiać mój stół i sycić pychę, zaspokajać pożądanie uznania w oczach ludzi. A tunikę? Co robię z jednością dzieci Bożych? Czyż nie rywalizacja i zazdrość tak często mnie motywują, popychają do działania? Czyż nie brak „bycia lepszym” lub „bycia na wysokości zadania”, brak uznania są źródłem moich cierpień, smutków i nerwicy?

Jezus zaprasza mnie pod krzyż. Chce mnie tam wiedzieć, bowiem jestem dla Niego umiłowanym uczniem. I z krzyża chce mi ofiarować Maryję, jako moją Matkę, Kościół, swoją Oblubienicę, jako Tę, która daje mi życie, troszczy się o mnie. A ten Kościół, Matkę, która rodzi mnie do życia wiecznego postrzegam jako instytucję, miejsce kariery, zabezpieczenie na przyszłość, narzędzie zysku i zaspokajania własnych ambicji. Tak zazwyczaj oceniam innych w Kościele, ale to znaczy, że w gruncie rzeczy tak postrzegam „mój Kościół”, moją Matkę, którą Jezus mi daje z krzyża.

„Pragnę” – „Daj mi pić” – powiedział Jezus do Samarytanki. A ona? Broni się rasą, pochodzeniem, historią. Broni się, usprawiedliwia, że nie może i nie powinna dać Bogu swej miłości. Bo miłość jest dla niej. Szukała jej w idolach (5), a Jezus, Miłość Wcielona jest centrum Tory (5). Nie mam nic innego jak ocet, czyli wynaturzone wino. On, który z wody w Kanie dał wyborne wino Swej Miłości, kiedy mnie poślubiał sobie, teraz ode mnie otrzymuje to wino jako kwaśny ocet. Oto co ja, o własnych siłach, moją pobożnością zasług mogę Bogu ofiarować.

„Wykonało się”. Jezus Oblubieniec oddał się swej Oblubienicy. Małżeństwo dopełnione. Bóg mnie kocha do szaleństwa śmierci. Śmierci dla mnie i przeze mnie. Ja patrzę na to po ludzku. Jak Józef i Nikodem. Umarł, trzeba zająć się ciałem. Dokończyć smutną i bolesną historię, która kończy się tak tragicznie. Nie o odsyłanie do poranka zmartwychwstania chodzi w kontemplacji Krzyża, ale o przyjęcie daru, który Bóg ma dla mnie. To Jego miłość. Dar został mi dany. „Wykonało się”. Jak śpiewa Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej: „Jestem kochany z moim grzechem, jestem kochany z mą słabością, za darmo ukochał mnie Pan ...”

ks. Maciej Warowny, 10 kwietnia 2020

TOP