„Cóż to jest prawda?” (J 18, 1 – 19, 42 - Wielki Piątek Męki Pańskiej)

tawiając pytanie o prawdę, Piłat nie oczekuje odpowiedzi Jezusa. Dla tego Rzymianina odwoływanie się do prawdy nie przedstawia większej wartości. Swoim retorycznym pytaniem zdaje się mówić, iż szkoda czasu na dyskusje, że i tak żadnego zrozumienia, i porozumienia nie osiągniemy.

Czyżby Piłat wychowywał się na poglądach Cycerona i jego spadkobierców, którzy podchodzili sceptycznie do możliwości poznania prawdy? Dla zwolenników tej tradycji filozoficznej jedyną możliwością zbliżenia się do prawdy jest świadectwo zmysłów i powszechna zgoda. A te dwa kryteria w chwili, kiedy Jezus staje przed Piłatem, raczej nie przemawiają za Jego królewską władzą i majestatem. I chociaż dla sceptyków warunkiem szczęścia jest powstrzymywanie się od sądów, to Piłat jest zmuszony do zajęcia stanowiska. Prawda nie jest dla niego argumentem. Bo cóż to jest prawda, skoro stoi prze nim bezbronny i słaby człowiek, który ma przeciwko sobie elity Jerozolimy i wzburzone tłumy?

Powstrzymując się od dociekania prawdy Piłat idzie za głosem prawa. Nie ma udowodnionego przestępstwa, nie ma kary. Ale jego logika napotyka na wzburzoną opozycję tłumów. Prawdą dla Piłata staje się pragmatyczna konieczność zapobieżenia możliwym zamieszkom przy jak najmniejszym własnym wysiłku. I chociaż jest przekonany o niewinności Jezusa, to ochrona jego własnych interesów, interesów Rzymu i pragnienie świętego spokoju czynią z niego zakładnika woli tłumów. Nie warto odwoływać się do wartości niemożliwych do realizacji. W świecie złożonych nacisków, wpływów, układów oraz pragnień i realnych perspektyw, jedyną wyznawaną wartością staje się pragmatyczny egoizm. Nieszczęśliwie dla nas ani nasza epoka, ani my sami w niczym nie różnimy się od Piłata. Dlatego Jezusowe „Ja jestem Prawdą!” domaga się opuszczenia intelektualnych dywagacji na rzecz Dobrej Nowiny. Bowiem w niej nie chodzi o intelektualne dociekanie granic poznania ludzkiego umysłu, ani też o rozbudowane kryteria zgodności idei z rzeczywistością. Prawda jest Osobą, która przychodzi wyzwolić człowieka z ciemności grzechu i śmierci.

Jezus-Prawda jest odpowiedzią na pytanie o sens mojego cierpienia, moich porażek, słabości i doznanych zranień. Nikt poza Nim nie jest w stanie mi odpowiedzieć na buntownicze pytanie, dlaczego jestem tym, kim jestem? Dlaczego nie mogę być kimś innym? Dlaczego, jeśli rzeczywiście Bóg mnie kocha, to nie urodziłem się w innym miejscu, w innej rodzinie, mądrzejszy, piękniejszy czy też bogatszy? Tylko On, który jest Prawdą, daje mi udział w doświadczeniu sensu i piękna stworzenia, których nie mogę i nie chcę dostrzec wyłącznie z powodu mojego grzechu. Jezus nie urządza dla mnie plebiscytu popularności, abym mógł sprawdzić, kto mnie kocha i dla kogo jestem ważny. Prawda, którą On mi daje, owocuje życiem w zgodzie na rzeczywistość, która mnie otacza. Dzięki Niemu odkrywam absurd egocentrycznego buntu. Zdemaskowanie i odrzucenie grzechu, doświadczenie darmowej miłości przebaczającej i akceptującej mnie, grzesznika, to otwarta brama do pełni mojego życia.

Jezus-Prawda nie jest innym, lepszym sposobem na poznanie obiektywnych praw rządzących ludzkimi relacjami. Jezus przychodzi do nas, jako do swoich braci i staje pośrodku nas, byśmy mogli poznać i wyznawać Jedynego Ojca. Prawda nie jest dociekaniem, kto ma rację, a kto się myli. Nie jest także poszukiwaniem jakiś niezależnych, uniwersalnych kryteriów, które pozwolą człowiekowi stworzyć szczęśliwy i braterski świat. Bowiem Prawda to Chrystus, który uczy mnie patrzeć z miłością na tego, który jest inny niż ja. Prawda, to wyrwanie z niewoli zazdrosnego przyglądania się, kim są i co posiadają ludzie żyjący wokół mnie. Prawda to wyjście z zamkniętego kręgu rywalizacji, której celem jest potwierdzenie własnej wartości poprzez „bycie lepszym” od innych. Rywalizacji, która każe w każdym napotkanym człowieku widzieć przeciwnika, którego należy pokonać.

Jezus-Prawda to schronienie dla mnie, kiedy w słabości mojego życia pragnę „uczepić” się drugiego człowieka, aby chociaż drobna część jego siły, sukcesów i pozycji także mi przypadała. Słabość mojej natury objawia się naśladowaniem, byciem „jak inni”. Współczesny wyznacznik dobra i zła, wola większości, staje się moim udziałem wówczas, kiedy boję się wyjść z szeregu, aby nie być odrzuconym i wyśmianym, skazanym na samotność. Bez obecności Prawdy w moim życiu wydaje mi się, iż jedynym sposobem zaspokojenia głodu przynależności i uznania jest niema akceptacja zrodzona z myślenia i działania „jak większość”. A Jezus pozwala na autentyczny sprzeciw wobec wszelkich społecznych, materialnych czy karierowiczowskich idolatrii współczesnego świata. Życie Jezusem-Prawdą staje się odpowiedzią na moją potrzebę uznania i akceptacji ze strony drugiego człowieka. I dzieję się tak niezależnie od tego, czy pozostaję osamotnionym odszczepieńcem, który wierzy i ufa pomimo tego, że już nikt tego nie czyni, czy też wówczas, kiedy kroczę w milionowym tłumie zgodnym, co do najważniejszych wartości ludzkiej egzystencji.

Jezus-Prawda jest Miłością, która objawia się w całkowitym oddaniu się na krzyżu. On niczego nie zachował dla siebie, ale całkowicie wydaje się w ręce człowieka. Bóg w swej miłości wydaje się w moje ręce, abym mógł odpowiedzieć podobną miłością. To nie jest prawdziwa miłość, ale to jest prawda miłości. Jeśli postawy, czyny, pragnienia, uczucia, relacje, które nazywamy miłością, nie zawierają w sobie tej jedynej Prawdy, mają niewiele wspólnego z Miłością i nie służą niczemu innemu, jak tylko zaspokajaniu moich ludzkich pożądliwości, pragnień i ego- izmów. To dlatego każdy człowiek potrzebuje świadectwa Jezusowego krzyża i Jego zmartwychwstania. Przyjmując to świadectwo, wyznajemy, że Prawda jest Miłością, oraz że miłość jest prawdą. Prawda istnieje i nie jest nieosiągalna dla człowieka, a miłość nie jest urojeniem wzdychających nastolatek. Bóg w Jezusie wprowadza nas w realizm jedynej Prawdy i obdarowuje nas jedyną Miłością. Jego obecność w naszej codzienności napełnia życie prawdą i czyni nas wolnymi, byśmy mogli kochać.

Ks. Maciej Warowny,

TOP