Jezus przyjęty czy odrzucony? (Mk 3,20-35)

Jeżeli domem diabła jest świat rozumiany jako środowisko ludzkie odrzucające Boga i pozostające w niewoli grzechu, to Jezus z Nazaretu jest tym, który związuje diabła i łupi jego dom, wyprowadzając zeń niewolników grzechu, by wprowadzić ich do swojego domu (por. Mk 3,20.27.32-35).

Użyte w tekście greckim słowo „skeue”, tłumaczone w BT jako „sprzęt” (w. 27), oznacza posiadane dobra, lub w jeszcze ściślejszym znaczeniu – naczynia domowe, i może być rozumiane w sensie duchowym jako określenie ludzi (por. 2 Kor 4,7; 1 Tes 4,4). Zostali oni stworzeni po to, by nosić w sobie Ducha Bożego, i należeć do Boga przez łaskę i miłość, ale diabeł – złodziej i uzurpator – uczynił ich swoją zdobycz.

Od samego początku swojej publicznej działalności Jezus budzi emocje i jest postacią kontrowersyjną. Nauczając i czyniąc cuda zmusza niejako ludzi do postawienia sobie pytania: kimże On jest? (por. Mk 4,41). I wcale nie ułatwia im znalezienia odpowiedzi na to pytanie. Unika jawnych deklaracji na temat swojej tożsamości Syna Bożego i misji Mesjasza. Ludzie muszą sami zadecydować, czy chcą w Niego uwierzyć na podstawie Jego nauki i czynów, czy też nie. Ewangelia św. Marka pokazuje, jak Jezus objawia się trzem różnym grupom czy też kategoriom osób, i jak zostaje odrzucony przez dwie z nich.

Pierwsza grupa to Jego „bliscy” ‑ członkowie szeroko rozumianej rodziny, co w tamtej kulturze tworzyło silną, naturalną więź. Otóż ci właśnie „swoi”, którzy kochają Go bardzo i uważają za „swego”, okazują się być przeciwko Niemu, nie znają Go i nie słuchają. Owszem, są zafascynowani – jak wszyscy – Jego cudami, ale zupełnie nie rozumieją tego, co mówi, dlatego stwierdzają: „Oszalał!”. Jezus przypisuje sobie władzę odpuszczania grzechów, co jest prerogatywą samego Boga (2,7), łamie zwyczaje religijne i jeszcze twierdzi, że jest „Panem szabatu” (2,28). Byłoby lepiej, gdyby uzdrawiał, ale nie nauczał. Znają Go zbyt dobrze, by traktować poważnie Jego naukę (por. 6,2-3), a ponieważ coraz bardziej roztacza się wokół Niego atmosfera skandalu, czują się w obowiązku ubezwłasnowolnić Go i „przyprowadzić do porządku”.

Grupa druga to reprezentanci różnych nurtów judaizmu. Pierwsze spotkania Jezusa z nimi nie wypadły szczęśliwie i przerodziły się w całą serię konfliktów wokół kwestii zachowywania Prawa. Rabini, faryzeusze, a nawet uczniowie Jana Chrzciciela i zwolennicy Heroda nie kochają Jezusa; oni Go nienawidzą. W odróżnieniu od krewnych z Nazaretu, rozumieją bardzo dobrze, co Jezus ma na myśli, gdy mówi: „Syn Człowieczy ma na ziemi władzę rozgrzeszania”. W ich oczach jest bluźniercą, wywracającym do góry nogami religię, której są stróżami, i niszczącym ustalony przez nich obraz Boga. Dlatego też odpowiednio „kształtują” wizerunek Jezusa w oczach opinii publicznej („Ma ducha nieczystego! ‑ 3,30), a w sercu poprzysięgają Mu śmierć (3,6).

Jaki stąd dla nas wniosek? Nie wystarczy być człowiekiem religijnym, by wejść do królestwa Bożego. Nie wystarczą też więzy krwi ani ludzkie, naturalne przywiązanie, by rzeczywiście „być z Jezusem”.

Trzecią kategorią osób, o której mówi św. Marek, są prości ludzie, którzy zostali pociągnięci pięknem Jego Ewangelii, i którzy doświadczyli na własnej skórze, że Jego słowo działa, że przynosi im uzdrowienie i uwolnienie. Przylgnęli do Niego wiarą i stali się Jego uczniami ‑ nową, duchową rodziną Jezusa. To w ich imieniu Piotr złożył wobec Jezusa wyznanie wiary (8,29).

Jezus gromadzi ich w domu, który jest symbolem Kościoła ‑ miejsca relacji i komunii, gdzie toczy się nasza serdeczna rozmowa z Nim. Spożywając chleb Jezusa (wzmianka o chlebie w w. 20 niewidoczna w pol. tł.) stajemy się braćmi i siostrami, gotowymi dawać siebie jedni drugim w wolności i miłości. Powołani, by „być z Jezusem w domu”, możemy stopniowo uczyć się dostrzegać różnicę między tym, czego On nas uczy, a tym, co tkwi w naszych głowach, i zmieniać – nie bez trudu – nasz sposób myślenia z ludzkiego na Boży (por. 8,33; 9,33-41). Ten proces nazywa się: nawrócenie. Błogosławiony, kto widzi w sobie potrzebę takiego nawrócenia. Jest na dobrej drodze.

ks. Józef Maciąg

Źródło: „Niedziela Lubelska”

TOP