Świadkowie zmartwychwstania (2 Mch 7,1-2.9-14)

Antioch IV panował nad Syrią i Palestyną w latach 175-164 przed Chrystusem. Nosił przydomek „Epifanes”

‑ „bóg ukazujący się w blasku”. Postanowił, że religia hellenistyczna ma być obowiązkowym dla wszystkich poddanych wyrazem lojalności politycznej. Wielu Żydów przyjęło z entuzjazmem tę „reformę kulturowo-religijną” i zaczęło składać ofiary Zeusowi, którego posąg umieszczono w sprofanowanej Świątyni jerozolimskiej, oraz uczęszczać do gimnazjonu – centrum sportowo-kulturalnego mającego promować grecki styl życia. Więcej było jednak takich, którzy opowiedzieli się za wiernością Prawu Mojżeszowemu, i zapłacili za to straszną cenę: za przestrzeganie szabatu groziła natychmiastowa śmierć, a każde niemowlę poddane obrzezaniu zabijano w okrutny sposób wraz z matką i resztą rodziny (1 Mch 1,11-64).

            Wśród męczenników znalazło się siedmiu braci, których chciano zmusić do skosztowania wieprzowiny zakazanej przez Prawo (2 Mch 7,1; por. Kpł 11,7). Uwodzono ich obietnicami zaszczytów i bogactw, a gdy to nie przynosiło skutku ‑ poddawano kolejno wymyślnym męczarniom: biczowano ich, skalpowano, ćwiartowano i smażono na wolnym ogniu (2 Mch 7,1.4-5.24). Widok tortur jednego miał złamać ducha u pozostałych, a także u ich matki.

Można by zapytać: czy przepisy zabraniające spożywania niekoszernych pokarmów były warte aż takich cierpień? Izraelici, którzy decydowali się na opór, rozumieli doskonale, że nie chodzi tylko o kawałek świńskiego mięsa, ale o wierność Bogu, który przez przymierze uczynił ich «swoją szczególną własnością pośród narodów, ludem świętym, królestwem kapłanów» (por. Wj 19,5-6). Ich odmienny sposób życia miał być świetlistym znakiem wskazującym na Boga jedynego, któremu oddadzą kiedyś hołd ludy całej ziemi. Pozornie drobny gest apostazji, taki jak spożycie czegoś lub rzucenie kilku grudek kadzidła na ołtarz przed posągiem bóstwa (por. 1 Mch 2,15), oznaczał przekreślenie tej tożsamości i misji, zdradę Boga, który ich umiłował i wybrał. Żydzi mieli już w tamtych czasach jasne przekonanie, że po śmierci będą musieli stanąć ze swoją wiernością lub zdradą przed sądem Boga, i że jeśli wytrwają do końca, czeka ich zmartwychwstanie i życie wieczne (2 Mch 7,9.11.13.23.29.36). Czas prześladowań umocnił ich wiarę, że Bóg nie opuści swoich przyjaciół, którzy oddali życie z miłości do Niego. Przez ich ofiarę Bóg okaże miłosierdzie narodowi, który sobie wybrał, a prześladowcę zmusi do wyznania, że On jest Bogiem jedynym (7,37).

Przez wieki ludzie wierni Bogu byli i są na przemian uwodzeni i brutalnie prześladowani, po to, by przestali dawać o Nim świadectwo wobec świata. Świecki męczennik chrześcijański Justyn (II w. po Chr.) oświadczył wobec rzymskiego sędziego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie może przejść od wiary w Boga do bezbożności, nawet za cenę życia. W naszych czasach podobne świadectwo składają tacy ludzie jak piętnastoletni święty, José Sánchez del Río, zamordowany w Meksyku (1928), czy Asia Bibi z Pakistanu, która od siedmiu lat trzymana jest w strasznym więzieniu tylko za to, że nie chce wyrzec się Chrystusa. Sto milionów chrześcijan prześladowanych jest obecnie na całym świecie z powodu Jego imienia. Czy ich świadectwo zachęci nas do wierności Jemu?

ks.Józef Maciąg

Źródło: „Niedziela Lubelska”

TOP