Szemranie (Wj 16,2-4.12-15) I czytanie

Droga, jaką Bóg prowadził Izraelitów, była cudowna ale i niełatwa. Gdy Mojżesz zażądał od faraona zgody na wyjście ludu, pierwszym skutkiem tego było nasilenie egipskich represji (Wj 5,23).

Kiedy w noc Paschy wyszli z Egiptu, Bóg nie poprowadził ich najkrótszą drogą, w stronę Gazy, ale znacznie dłuższą, ku pustyni (13,17-18), i nie przestawił im bynajmniej planu podróży do zatwierdzenia. Musieli iść po znakach, nie wiedząc, jak długo ani którędy. Już na początku wędrówki znaleźli się w sytuacji bardzo niebezpiecznej: przed nimi Morze Czerwone, za nimi – pustynia i pościgowe oddziały faraona. W ich głowach powstało pytanie: czy to błąd Mojżesza, czy pomyłka samego Pana Boga? (por. 14,3.10). Trzy dni po cudownym przejściu przez morską odnogę zabrakło wody. Gdy ostatkiem sił dotarli do jakichś źródeł, te okazały się gorzkie (15,22-23). Co czuli spragnieni ludzie, gdy stanęli nad wodą nienadającą się do picia? Niedługo potem zajrzał im w oczy głód, gdy w środku pustyni wyczerpały się skąpe zapasy żywności (16,1-3). Kto zawinił? Oskarżyli Mojżesza i Aarona o niezaradność; pojawił się też poważniejszy zarzut: że działali w złej wierze, roztaczając przed nimi miraż wolności i Ziemi Obiecanej. Ze swoim naturalnym sposobem myślenia ludzie ci nie sprostali sytuacji, która domagała się wiary – myślenia i postępowania w sposób nadprzyrodzony, według logiki Boga. Ich reakcją był „słuszny protest”, który Biblia nazywa szemraniem.

             Dlaczego Bóg wystawiał ich na te trudne doświadczenia? «Jeśli wiernie będziesz słuchał głosu Pana, twego Boga, i wykonywał to, co jest słuszne w Jego oczach (…), to nie ukarzę cię żadną z tych plag, jakie zesłałem na Egipt, bo Ja jestem Jahwe, który cię uzdrawia» (15,26). Z czego Bóg chciał wyleczyć swój lud? Przede wszystkim z egoizmu i postawy roszczeniowej, która nie akceptuje trudności i nie chce uczyć się cierpliwości; po wtóre – z mentalności pogańskiej, która traktuje Boga jak narzędzie zaspokajania potrzeb i spełniania zachcianek, ale nie ma zamiaru Go słuchać; po trzecie - z usposobienia niewolników, którzy ugną się pod batem, ale nie są zdolni do zaufania i synowskiego posłuszeństwa Bogu. Duch buntu, który w nich był, kazał im przy byle okazji kwestionować wszystko, co Bóg dla nich uczynił.

             Dopóki się z tego nie wyleczą, choćby częściowo, nie będą mogli wejść do Bożego odpoczynku (Ps 95[94],10-11). A jeśli wniosą ducha buntu do Ziemi Obiecanej, to szybko ją splugawią i zniszczą to, co otrzymali od Boga (Iz 24,5).

             Bóg wie, czego nam potrzeba, wpierw, zanim Go poprosimy (Mt 6,8). Nie jest dla Niego problemem nakarmić nas słodką manną i mięsem. Ale przede wszystkim potrzebujemy nauczyć się postępować jak prawdziwe dzieci Boga, które w dobrej i złej doli widzą Jego miłość, ufają Mu i umieją za wszystko dziękować. Narzędziem tej Bożej pedagogii są trudności. Dzięki nim poznajemy własny grzech i Boże miłosierdzie. „Bóg pomaga zawsze, ale najczęściej z półgodzinnym opóźnieniem, abyśmy mogli pokazać, dokąd sięga nasza wiara” (Abbé Pierre).

ks.Józef Maciąg

Źródło: Niedziela Lubelska