Ante portas (Iz 7, 10-14) - I czyt. z IV niedzieli Adwentu "A"

           Dotychczas publikowaliśmy "Echo Ewangelii" do tekstu niedzielnej perykopy ewangelicznej. Od IV niedzieli Adwentu "A" rozpoczynamy nowy cykl medytacji biblijnych "Echo Słowa", który będzie próbą duchowego odczytania I czytania z niedzielnych czytań mszalnych. Mamy nadzieję, że wkrótce będzie również "Echo" do II czytania.
        Życie władcy do łatwych nie należy. Niezależnie czy jest to władza świecka czy duchowa. Ciężar insygniów to tylko wdzięczny symbol rzeczywistego ciężaru posiadanej władzy. To ciężar wielu, różnych decyzji i związanej z nimi odpowiedzialności.
Już samo to, że się ma głowie dwór, pochlebców i doradców jest trudne, a tu jeszcze czasem u bram pojawiają się wrogowie. Balans między tym, co możliwe a tym, co konieczne; między obiektywnymi faktami a ich subiektywną interpretacją; między podszeptem rozumu i krzykiem sumienia; między wspólnotą zwycięstw a samotnością klęsk, do łatwych nie należy. Ludzie władzy rzadko należą do wspólnoty szczęśliwych. Ich rozbudowane ego bardzo często cierpi w obliczu udręk od których nie ma ucieczki.
 
   Tak naprawdę każdy z nas może i powinien rozpoznać się w figurze władcy. Każdy z nas posiada insygnia władzy nad jakimś dobrem choćby własnym życiem. Mamy strzec każdego dobra przed każdym, kto usiłuje dokonać jakiegoś zamachu. Ileż to razy, nie wiadomo skąd i dlaczego, znaleźliśmy się w oku wielkiego cyklonu. Ileż razy poczuliśmy się zaatakowani i ugodzeni w najczulsze miejsca? Czytajmy historię Achaza jakby była nie jego lecz naszą.
   Oto, nagle i niespodziewanie, król judzki otrzymuje zastraszające wiadomości z granicy państwa. Jego królestwo zostało zaatakowane przez króla Syrii Resina z którym sprzymierzył się Pekach, król Izraela. To, że atakuje Syria nie dziwi, ale że atakuje Izrael to nie tylko dziwi ale oburza. Zdrada najbliższych boli najbardziej. Przecież królestwo Judy i królestwo Izraela wyrosły z tego samego pnia. Kiedyś były jednością, wspólną emanacją dwunastu pokoleń. Miały jednego króla. Zachował się bardzo piękny tekst mówiący o dobrowolnym oddaniu się każdego pokolenia pod władzę Dawida: „Oto myśmy kości Twoje i ciało” (2Sm 5,1-3). Przymierze zostało zawarte w Hebronie wobec Boga Jahwe. Niestety, żadna wspólnota nie może czuć się bezpieczna, nawet konsekrowana, nawet sprzymierzona z Bogiem. Wolność potrafi zniewalać. W pewnym momencie zaślepione pychą pokolenia (niektóre!) wyrzekły się ducha wspólnoty. Nie przewidując wszystkich możliwych konsekwencji ogłosiły secesję, stając się powoli wrogami. To nie pierwszy i nie jedyny przypadek kiedy braterstwo wynaturza się i doprowadza do bratobójstwa! Ileż małżeństw, rodzin, zakonów, wspólnot wyznaniowych, państw i narodów zaczynało razem by kończyć osobno?
 
     Króla obleciał strach, który jest o wiele gorszym doradcą niż pośpiech a przy tym bywa zaraźliwy: „Wówczas zadrżało serce króla i serce ludu jego, jak drżą drzewa w lesie od wichru”. Trudno ocalić morale poddanych gdy lękom ulega władca. Sprawa jest więcej niż poważna. Jest dramatyczna. Król jest bliski zwątpienia. Wpada w popłoch myślowy. Rozważa możliwe scenariusze ale najbliższa jest mu myśl o klęsce. Brak nadziei jest czasem groźniejszy niż niejeden wróg zewnętrzny. Bywa, że człowiek mający u bram wroga sprzymierza się z nim przez zwątpienie. Tchórzostwo to sytuacja podwójnej śmierci. Wtedy o wiele trudniej ocalić człowieka przed nim samym niż przed kimś drugim. Achaz w takim ucisku jeszcze nigdy nie był. To próba jego dojrzałości i charakteru. Pesymista zawsze się zastanawia gdzie jest źródło czyjegoś optymizmu.
   I tu prawdziwy paradoks. Ta dramatyczna sytuacja jest czasem Bożej interwencji. Bóg kocha sytuacje bez wyjścia, bo może udowodnić czarno na białym, że panuje dokładnie nad wszystkim, choć wydaje się, że już dawno wszystko wymknęło Mu się spod kontroli. Dobra nowina jest wtedy dobra gdy pada na złą sytuację jak ta w której znalazł się Achaz ze swoim królestwem. Pedagogia Boża zdumiewa i zaskakuje: żeby ratować przerażonego króla Bóg posyła Izajasza, który ogłasza mu dobrą nowinę, wzywa do wiary i nadziei: „Niech twoje serce nie słabnie z powodu tych dwóch niedopałków dymiących głowni [...] Proś dla siebie o znak od Twego Boga Jahwe, czy to głęboko w Szeolu czy to wysoko w górze”. Prorok chce powiedzieć królowi i nam wszystkim: Nie ma złych sytuacji na szukanie woli Bożej. Każda jest dobra. Ta w której jesteś także choć czasem brzmi to jak ponury żart.
 
Król słucha ale nie przyjmuje: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Jahwe  na próbę”. Wydaje się, że jest to wyraz najprawdziwszej pokory. W rzeczywistości jest to przejaw królewskiego buntu i gniewu. Przecież król nigdy nikogo o nic nie prosi. Zawsze rozkazuje lub żąda. Sytuacja wymaga radykalnej zmiany odniesień, a mówić wprost- nawrócenia. Achaz musi w inny sposób spojrzeć na problem. To jak patrzy teraz niczego nie rozwiązuje. Szkoda, że nie pamięta, jak przed wiekami Salomon w obliczu czekających go wyzwań udał się z pielgrzymką do Gibeonu by prosić Jahwe o mądrość i został wysłuchany. W niczym to nie umniejszyło królewskiej godności. Wprost przeciwnie – mądrość, której Bóg mu udzielił zadziwiła wszystkich.
 
Najwyraźniej Achaz nie akceptuje sytuacji, która zamyka się niczym wielki potrzask. Nie widzi w tym wszystkim sensu. Nie rozumie dlaczego to go spotyka. Nie szuka relacji z Bogiem. Wybiera strategię uników. A mimo to Bóg za pomocą dwóch faktów potwierdzi swoje obietnice. Fakt pierwszy dotyczy losu królestwa. Obaj agresorzy zostaną starci w proch przez nowo powstałe mocarstwo Asyrii. Damaszek zostanie zburzony przez Asyryjczyków w 732 r., a Samaria i królestwo Izraelskie jedenaście lat później. Jerozolima będzie patrzeć z niekłamaną satysfakcją widząc w tym interwencję Boga. Fakt drugi dotyczy osobiście króla. Jego młoda małżonka niebawem urodzi syna (Ezechiasza) i to będzie znak trwałości dynastii królewskiej.
To w tym kontekście, bliższym i dalszym, należy umieścić pierwszą pieśń o Emmanuelu, która mówi, że Bóg nie porzuca człowieka nigdy. Także wtedy gdy jest w totalnym ucisku. Także wtedy, gdy człowiek wątpi, buntuje a nawet bluźni. Gdy nie może uwierzyć i nie umie zaufać. Bóg nie porzuca w biedzie, wprost przeciwnie, bieda staje się prawdziwym theatrum Jego obecności. 

Krzysztof Drogowy