Rzecz o hierarchii relacji w rodzinie chrześcijańskiej. Medytacja na ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY, którą warto czytać z Biblią w ręku
Z punktu widzenia wiary ostatecznym celem wychowania jest osiągnięcie zbawienia, pełni życia, które rozpoczęło się na chrzcie darem życia wiecznego. Rodzice i nauczyciele, często utrudzeni wychowaniem, z pewnością chcieliby mieć jakąś skuteczną formułę pedagogiczną, metodę, która łatwo i niezawodnie pozwoliłaby dobrze wychować dzieci.
Wobec trudu wychowania Bóg nie pozostaje obojętny. Już przez proroka Jeremiasza zapowiada: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, jeden mówiąc do drugiego: »Poznajcie Pana!« Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie – wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał” (31, 33n). Cel wychowawczy jest wyraźnie określony: prawo Boga głęboko wpisane w przekonania, wolę i pragnienia człowieka. Metoda: doświadczenie darmowej miłości, która przebacza i sprawia poznanie Boga oraz akceptację siebie.
Praprzyczyna wychowania i jego pierwotny cel (Rdz 2, 21-4, 15)
W opisie stworzenia człowieka radość ze znalezienia tej, która jest „kością z moich kości i ciałem z mego ciała”, zostaje zburzona poprzez pierwszy grzech i jego skutki. Związek mężczyzny i kobiety, którzy mają sobie pomagać, ożywiony wzajemnym zachwytem, poprzez pracę i płodność przewidziany do współuczestniczenia w dziele stworzenia (Rdz 1, 28-31), zostaje naznaczony ciężarem pracy i bólem rodzenia. Grzech pierwszych rodziców natychmiast znajduje swój ciąg dalszy w grzechu potomków – bratobójstwie. Rywalizacja i zazdrość między braćmi, podsycana faworyzacją ze strony rodziców, stają się powszedniością, jak ukazuje to historia Jakuba i Ezawa (Rdz 25, 27-34; 27, 1-45), czy też Józefa sprzedanego w niewolę przez własnych braci (Rdz 37, 2-36).
Człowiek, naznaczony grzechem pierworodnym, sam z siebie nie potrafi już odróżniać dobra i zła (KKK, 37-38; 403-405), dlatego Bóg objawia mu się jako jego nauczyciel i wychowawca, który ukazuje drogę dobra i miłości. Rodzice są w sposób szczególny włączeni w tę misję. Ich naturalna radość z tworzenia rodziny i posiadania dzieci (Prz 17, 6; Ps 128, 3) zostaje potwierdzona autorytetem Boga i ukierunkowana obowiązkiem wychowania swego potomstwa (Prz 3, 12). I podobnie jak w pedagogii Boga wychowanie rodzinne i społeczne powinno być oparte na mądrej miłości i dialogu. Celem wychowania staje się zdobycie mądrości oraz poczucia własnej wartości i godności, co wiedzie do poznania Boga i przyjęcia jego Prawa (Pwt 4, 6).
„W sercu chłopca głupota się mieści, rózga karcąca ją stamtąd wypędzi” (Prz 22, 15), czyli „nowy człowiek” stworzony przez Chrystusa
Księgi mądrościowe nie pozostawiają złudzeń, iż punktem wyjścia dla wychowania jest „głupota w sercu”. Drogą wychowania jest „karność” – termin ten jest tłumaczeniem hebrajskiego musar oznaczającego zarówno „pouczenie”, jak i „upomnienie, reprymendę”; w tekście greckim oddany jest przez słowo paideia, czyli „wychowanie”, „kształcenie”, „korygowanie”, „dyscyplina”, „kara”. Dlatego biblijnej karności nie należy utożsamiać tylko z karaniem wychowanka, bowiem karność oznaczała nade wszystko sztukę mądrego i dobrego życia.
Dziecko, pozostając niezmiennie znakiem Bożego błogosławieństwa, wymaga wychowania, którego celem jest zaufanie Bogu (Ps 131) oraz pewność, że Bóg nie ogranicza człowieka, ale jest dla niego miłującym Ojcem (Oz 11, 1-4). Natura wychowania wymaga autorytetu rodziców, który jest chroniony czwartym przykazaniem, a któremu ze strony rodziców powinno towarzyszyć „zatroskanie i niepokój” (Syr 22, 3-6; 42, 9).
Egocentryzm, z którym dziecko przychodzi na świat, musi być poddany pedagogii miłości, obecności rodziców, którzy pozostając świadomi swoich ograniczeń, ofiarują swoje życie w codziennych aktach miłości. Korekta rodzicielska, która winna mieć wielorakie formy, jest narzędziem ukazywania dobra i odróżniania go od zła oraz stawiania koniecznych granic w relacjach do bliźniego. Idolatryczna miłość do dziecka, chcąca zaspokoić wszystkie jego realne i nierealne potrzeby, podobnie jak lekceważenie jego podstawowych potrzeb bycia kochanym i akceptowanym, muszą być konfrontowane z prawdziwym obrazem miłości, która realizuje się w stosunku do Boga poprzez pragnienie pełnienia Jego woli. W tym procesie upomnienie jest nieodzowne dla zdobycia mądrości (Prz 6, 23) i jest zawsze na miejscu: „Jak muzyka w czas smutku, tak nauka w niewłaściwym czasie, chłosta zaś i upomnienie w każdym przypadku [dowodzą] mądrości” (Syr 22, 6).
Chrystus, przychodząc na świat w rodzinie i poprzez rodzinę, potwierdza jej niezastąpioną rolę, autorytet i misję, a nowość Jego orędzia realizuje się przede wszystkim w nowej naturze relacji tworzonych dzięki Niemu. Podstawowym wymiarem nauczania Jezusa jest wezwanie do nawrócenia, które jest osobistym przyjęciem Dobrej Nowiny, powodującym przemianę życia dzięki darom Ducha Świętego (Mt 4, 17; J 3, 5; Dz 2, 32). Jest ono podejmowane przez jednostki, ale Dzieje Apostolskie świadczą także o nawróceniach „całych domów” (rozdz. 10 i 16), co oznaczało nie tylko rodziców i dzieci, ale też i służbę. Kazanie na Górze kładzie mocny akcent na konieczność odbudowania zaufania do Boga (Mt 6, 19-34). Zrodzony z wody i Ducha Świętego „nowy człowiek” nadaje relacji do Boga pierwszoplanowy charakter i dzięki niej może kształtować relacje zaufania i miłości wobec drugiego człowieka.
Pierwszeństwo relacji do Boga
Żeby rozumieć i zaakceptować nowość relacji, której pragnie Jezus, także w rodzinie, i którą tworzy, poczynając od pierwszej wspólnoty Dwunastu, warto zatrzymać się nad tekstem fundamentalnym dla każdego, kto chce być uczniem Jezusa. Występuje on w Ewangeliach Mateusza i Łukasza. Wersja św. Mateusza (10, 26-39) zdumiewa słowami Jezusa, iż przyszedł On poróżnić „(…) syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową”, a następnie domagającego się większej miłości do Boga niż do bliskich. Fragment ten, odczytany dopiero w kontekście konieczności wzięcia krzyża, rozumianego jako całość egzystencji, jako kompletny bagaż doświadczeń i dziedzictwa oraz akceptacja swojego dziś w jego wielorakich wymiarach, pozwala na rozumienie tego wezwania. Tylko „większa miłość” do Jezusa i branie krzyża pozwalają prawdziwie kochać bliskich.
Jeszcze bardziej musi bulwersować Łukaszowa wersja tego warunku: „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 26-27). W obu tekstach dostrzegamy nierozerwalny związek pomiędzy relacją do Jezusa a krzyżem, który w najpełniejszy sposób wyraża bezwarunkową i darmową miłość, bowiem jest on darem czynionym z własnego życia, doskonałą formą miłości, której jedynym źródłem jest Bóg. Bez Jego łaski taka miłość nie może zaistnieć. Dlatego nie tylko trzeba Go „bardziej kochać”, ale wszelkie relacje, które sprzeciwiają się tej miłości, które naznaczone są egoizmem i zamknięciem wobec innych, muszą być „znienawidzone”. Ojciec powtarzający swemu synowi, iż "najważniejsze w życiu są pieniądze” dokonuje swoistej masakry hierarchii wartości. Taki przekaz musi być znienawidzony.
Dziedzictwo grzechu, kultywowanie zwyczajów i tradycji obcych woli Boga, przekaz międzypokoleniowy, negujący lub ukazujący nieprawdziwy sens wiary, muszą być świadomie odrzucone, żeby człowiek mógł w sposób wolny i nieskrępowany żadnym lękiem uczynić z siebie dar dla drugiego. Dopiero w tym darze wyraża się miłość do bliźniego, również do tych, z którymi jesteśmy związani więzami krwi. Bez łaski Chrystusa, pierwszeństwa relacji do Niego, nie jest to możliwe, nawet w relacjach rodzinnych – ani w relacji mąż-żona, ani w relacji rodzice-dzieci. Tworzenie „nowych relacji” jest zapoczątkowane przez chrzest i nawrócenie, które owocują narodzinami „nowego człowieka” zdolnego żyć w świętości i sprawiedliwości, pełniącego wolę Ojca (Rz 6, 1-11; 7, 4-6; Ef 2, 14-16; 4, 21-24; Kol 3, 5-14).
Warto rozważyć jeszcze dwa inne wydarzenia, które pomogą nam zrozumieć drogę do takiej miłości. Kiedy 12-letni Jezus zostaje w Świątyni, czym przysparza wiele trosk Maryi i Józefowi, Jego usprawiedliwieniem, lub raczej wskazaniem na oczywistość tego, co uczynił, jest zdanie: „(…) Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49). Drugie wydarzenie to spotkanie z Matką i braćmi (Mk 3, 31-35; Łk 8, 19-21), w którym Jezus ukazuje nowy sposób tworzenia więzów mocniejszych niż więzy krwi. W scenach tych Marek mówi o pełnieniu woli Ojca, Łukasz natomiast o słuchaniu słowa Bożego i wypełnianiu go, jako tworzywie nowych więzów. Tak kształtowane pierwszeństwo relacji do Boga owocuje nowymi relacjami do człowieka.
Tablice życia domowego
Nowy Testament, w tekstach odnoszących się do życia rodziny, podkreśla, że pierwszoplanową relacją, która ma być kształtowana Ewangelią, jest relacja mąż-żona. W niej tkwi wewnętrzna siła rodziny. To w tej relacji znajduje sie odbicie relacji Chrystusa do wspólnoty wierzących – Kościoła. Jedność małżonków staje sie obrazem miłości jednoczącej osoby (por. Mt 19,5).
W Biblii w relacji rodzice-dzieci wyraźnie zaznaczona jest dwukierunkowość, w której posłuszeństwo dzieci ma spotkać się z szacunkiem ze strony rodziców: „Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe. Czcij ojca twego i matkę – jest to pierwsze przykazanie z obietnicą – aby ci było dobrze i abyś długo żył na ziemi. A [wy], ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je w karności, napominając, jak [chce] Pan!” (Ef 6, 1-4); „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3, 20-22). Należy przy tym pamiętać o biblijnym znaczeniu słowa „karność” oraz o cechach pedagogii Boga, dlatego rodzice także potrzebują formowania, o czym czytamy w napomnieniu dotyczącym starszych kobiet w Liście do Tytusa: „Niech pouczają młode kobiety, jak mają kochać mężów, dzieci (...)” (2, 4) O ile Paweł zaleca dzielenie sie doświadczeniem, to istotą formacji chrześcijańskiej jest osobiste i codzienne podporządkowywanie sie upomnieniom pochodzącym ze strony Słowa Bożego. Teksty te wpisują się w tę samą tradycję wychowawczą, która jest na kartach Starego Testamentu, ale nie stanowią odrębnych pouczeń, lecz ukazują owoce nawrócenia i osobistego przylgnięcia do Chrystusa.
Zachęta w miejsce zakończenia
Ewangelia przynagla każde pokolenie, żeby powracać do nieskażonych źródeł życia i osobiście odkrywać naturę miłości jako daru z siebie. Jest to proces, w którym i rodzice, i dzieci są konfrontowani z koniecznością stanięcia na drugim planie wobec relacji do Boga. To nie wola ani nie słowa rodziców wyznaczają kierunek życia dzieci, ale wola i Słowo Boga, z którymi dziecko musi się skonfrontować osobiście. Rodzice nie są i nie mogą być pośrednikami w tej relacji, ale muszą zająć miejsce świadków i przewodników. Dzięki osobistej więzi z Ojcem Niebieskim rodzice stają się dla swoich dzieci braćmi w wierze, tworząc jedną wspólnotę ożywioną tym samym pragnieniem kochania Boga i bliźniego.
Dojrzewanie w wierze sprawia, że rodzice „tracą” dzieci zależne od ich woli, a odnajdują w nich braci i przyjaciół w Jezusie. Jeśli użyjemy analogii z okresem dojrzewania, również ten moment nie może obejść się bez kryzysów ani związanych z nimi lęków i napięć. Relacja rodzice-dzieci znajduje nowy wymiar, tworząc więzy płynące ze współdzielenia tej samej wiary i tej samej miłości Boga, który jest źródłem wszelkiego ojcostwa i macierzyństwa oraz uczy prawdziwego dziecięctwa. Człowiek osobiście posłuszny Bogu, słuchający Jego Słowa, staje sie zdolnym do kochania na wzór miłości ukazanej przez Chrystusa. Doskonała miłość Boga nie pozostaje niedosięgłym ideałem, ale codziennym źródłem budowania relacji rodzinnych i wszelkich innych relacji międzyludzkch.
ks. Maciej Warowny


