Prowadzeni przez Ducha (Rz 8, 8-17) Niedziela Zesłania Ducha Świętego, C
Nauczając o konsekwencjach grzechu Adama i usprawiedliwieniu dokonanym przez Chrystusa (Rz 5), Paweł rozwija najpiękniejszą i najdonioślejszą teologię chrztu (Rz 6).
Jest on śmiercią dla grzechu, zanurzeniem w śmierć Chrystusa, pogrzebaniem wraz z Nim, ukrzyżowaniem i śmiercią z Chrystusem, a jego owocem jest wkroczenie w nowe życie, nadzieja zmartwychwstania, wyzwolenie z niewoli grzechu, życie z Chrystusem, życie dla Boga, poddanie Jego łasce. Apostoł Narodów rozwija swą teologię chrztu ukazując następnie życie chrześcijańskie jako całkowicie podporządkowane łasce, a nie Prawu zakazów i nakazów (Rz 7). Tylko łaska Boga jest w stanie rozwiązać straszliwy dylemat: Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię. (…) Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (Rz 7, 14-15. 18-19). Dramat człowieka poddanego przemocy grzechu znajduje swe rozwiązanie w łasce, w otrzymanym na chrzcie darze Ducha Świętego, który staje się przewodnikiem i siłą sprawczą moralnie dobrego życia.
Chrześcijanie, którzy są w Chrystusie Jezusie żyją wyzwoleni spod prawa grzechu i śmierci (8, 1). Owocem tego jest postępowanie nie według ciała, ale według Ducha (8, 4). Aby dobrze zrozumieć, co to oznacza w praktyce, trzeba przywołać wyjaśnienia z Listu do Galatów: Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą. Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc (5, 16-26).
W takim kontekście najważniejszym pytaniem zrodzonym z medytacji naszej lektury wydaje się to, w jaki sposób Duch Boży może zamieszkać we mnie? Kolejnym zaś: czy rzeczywiście „mam Ducha Chrystusowego i do Niego należę”? Jak rozpoznać, że jestem prowadzony przez Ducha Bożego? Rozważany fragment sugeruje dwa punkty do medytacji. Po pierwsze modlitwa do Ojca: Czy potrafię, chcę, umiem, cieszę się modlitwą „Abba, Ojcze”? Inaczej mówiąc, czy Bóg jest moim Tatusiem? Jest to praktyczne pytanie o to, co myślę o Bogu zwłaszcza w momentach trudnych, w cierpieniach, porażkach, osamotnieniu? Kiedy podsumowuję życie i uświadamiam sobie jak wiele z moich planów, oczekiwań i marzeń nie spełniło się i nigdy się nie spełni, to co myślę o Bogu? Jest dla mnie czułym i kochającym Tatusiem? Drugie pytanie dotyczy sposobu cierpienia. Paweł ujmuje to tak, że nie da się tego lepiej wyjaśnić: Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale. Czy ja cierpię „wspólnie z Chrystusem”? Biada mi, jeśli cierpię zbuntowany na Chrystusa lub wbrew Chrystusowi. Dlatego modlitwa – relacja do Ojca oraz sposób przyjmowania cierpienia i przeciwności wraz z rozeznawaniem, jakiego rodzaju owoce dominują w moim życiu, uczynki zrodzone z ciała czy też owoce ducha, to droga do poznania, czy rzeczywiście Duch Boży zamieszkuje we mnie?
ks. Maciej Warowny


