Kto się Mnie dotknął (Mk 5, 21-43)

Kobieta z krwotokiem jest godna podziwu w swoim pragnieniu życia i upartej nadziei, mimo ogromnego cierpienia, jakie przeżywa (Mk 5,25-34).

Menstruacja, związana z możliwością poczęcia dziecka, przekształciła się u niej w chorobliwy, niekończący się upływ krwi.

Przez tę utratę krwi, uznawanej za „nośnik” życia w człowieku, kobieta nie mogła nigdy stać się matką życia, a jej egzystencja była właściwie pół-śmiercią. Cały czas pozostawała nieczysta rytualnie i nieczyste stawało się wszystko, czego się dotknęła (Kpł 15,19.25). Skazywało ją to, podobnie jak trędowatych, na istnienie na marginesie ludzkiej wspólnoty. Była wykorzystywana przez różnych uzdrowicieli, którzy nie tylko przysparzali jej dodatkowych cierpień, ale i okradli ją ze wszystkiego, co miała.

Na przekór temu nie poddawała się zniechęceniu i rozpaczy. W końcu usłyszała o Jezusie i uwierzyła, dzięki jakiejś nadprzyrodzonej łasce, że jest On jedynym, boskim Lekarzem. Wiara dała jej siłę, by „przedrzeć się” ku Niemu poprzez tłum i poprzez budzące lęk przepisy Prawa, które przecież zabraniały jej wchodzić w kontakt z kimkolwiek. Zbliżyła się do Jezusa „od tyłu”, podobnie jak Mojżesz, który tylko tak mógł oglądać chwałę Boga (Wj 33,23). Dotykając się szaty Jezusa, spełniła akt wiary w to, że uzdrawiające Miłosierdzie jest ukryte – niczym pod szatą – w zwyczajnej, ludzkiej postaci Syna Człowieczego. Szaty Jezusa, podzielone między stojących pod Jego krzyżem, stały się symbolem Miłości, która oddaje wszystko i bierze na siebie naszą śmierć, aby nawzajem obdarzyć nas prawdziwym życiem (Mk 15,24).

Przez dotknięcie Jezusa kobieta weszła z Nim w komunię wiary i niejako „wzięła sobie” ukryty w Nim dar życia; „natychmiast poczuła w ciele, że jest uzdrowiona”. Jezus również odczuł to dotknięcie wiary ‑ zupełnie inne niż egoistyczna szarpanina otaczającego tłumu – i zaskoczył kobietę hojnością, która daje znacznie więcej, niż to, po co ośmieliła się sięgnąć. Obrócił się ku niej i szukał jej spojrzenia, aby mogła kontemplować blask chwały Bożej jaśniejący na Jego ludzkim obliczu (por. 2 Kor 4,3-6). Widzenie Zbawiciela twarzą w twarz wzbudziło w niej pełniejszą świadomość, że otrzymała więcej niż uzdrowienie ciała. Zbliżyła się do Niego i upadła przed Nim w geście adoracji, uznając Go za Zbawiciela i Pana. Jej „bojaźń i drżenie” nie miały nic z zabobonnego lęku czy strachu przed karą za złamanie przepisu Tory, ale były ludzką reakcją na doświadczenie chwały Boga, „ciężaru” Jego majestatu, który jednak nie przygniata, lecz podnosi i napełnia radością. Kobieta otworzyła przed Nim serce i powiedziała Mu „całą prawdę” o swoim cierpieniu, słabości, nadziejach i rozczarowaniach (por. Ef 3,12; Hbr 4,16). W zbawczym dialogu z Jezusem usłyszała pełne czułości słowo: „Twoja wiara cię zbawiła!”

Papież Leon Wielki napisał: „To, co było widzialne w Chrystusie, przeszło w sakramenty Kościoła”. Liturgia jest przestrzenią, w której dziś Jezus-Zbawiciel szuka nas i na nas czeka. Zbliżmy się z ufnością…

Ks. Józef Maciąg

Źródło: „Niedziela Lubelska”

TOP