Nastolatki - Agnieszka i Jakub Kołodziejowie

Warto wiedzieć

- Tzw. godzina miłosierdzia dla rodziców – to dobry nastrój, który pojawia się u nastolatka; warto go wykorzystać. Dzieci chcą wtedy rozmawiać i opowiadać o sobie. Warto słuchać, nie doradzać, nie oceniać, wejść w rozmowę, okazać zainteresowanie; uwaga na natrętne pytania – mogą dziecko zamknąć i zniechęcić do dalszej rozmowy. Czasami są to krótkie chwile. Najczęściej przychodzą w nieoczekiwanym momencie. Dobrze jest wyczulić się na nie, nauczyć się je rozpoznawać i odstawić wtedy na bok zmęczenie, zdenerwowanie, sprawy dnia codziennego itp. Są to momenty podtrzymujące i pogłębiające relację oraz dające przetrwanie w późniejszych trudnych chwilach.

- Potrzeba stabilności rodziców – burza trwa, ale statek płynie; dzieci bardzo tego potrzebują. Sprzyja to kształtowaniu siły ich charakteru. Bardzo pomocne jest odreagowanie emocji złości i żalu, jakie możemy odczuwać wobec dzieci, w relacji małżeńskiej poprzez wyżalenie się żonie lub mężowi, porozmawianie o relacji, jaką mamy z dzieckiem, o tym jak postrzega ją współmałżonek. Daje to również możliwość obiektywnego spojrzenia na daną sytuację.

- Nie dać się odrzucić – są okresy, w których nastolatki robią wszystko, żeby rodziców sprowokować. Są zaczepne, aroganckie, niemiłe, obrażalskie. Mają w sobie bardzo dużo negatywizmu, czystej niechęci do rodziców. Aż prosi się, żeby się na nie wkurzyć i obrazić. Warto to wytrzymać. Po takiej fali arogancji przychodzi najczęściej godzina miłosierdzia – dzieci przytulają się, przepraszają, opowiadają o sobie. Jeżeli emocje wciąż są w nas obecne, najlepiej powiedzieć dziecku o swoich uczuciach – oczyści to relację. Nie dopuszczać do sytuacji, w których jesteśmy poniżani i nie reagujemy na to. I nie brać wszystkiego do siebie – słowa wypowiedziane w dużych emocjach, np.: „Nienawidzę cię”, tak naprawdę najczęściej oznaczają: „Jestem zły”.

- Gra na „biednego misia” – są dzieci, które będą cały czas narzekać; mówić, że nic im w życiu nie wychodzi; że są słabe, głupie, biedne, pokrzywdzone przez los, i są rodzice, głównie matki, którzy będą współczuć, ochraniać dziecko przed stresem – „Bo on taki biedny”. Dziecko musi doświadczyć niepowodzeń, stresu, ponieść konsekwencje swojego zachowania. To je hartuje, daje siłę, uczy życia. Szczególnie niebezpieczne jest, jeśli dziecko zrobi coś złego, potem przytula się i mówi, że jest takie biedne, że czuje się zagubione, nieakceptowane, a rodzice przymkną oko na jego zachowanie. Tak wychowuje się psychopatów. Uczy to manipulacji innymi i nieponoszenia konsekwencji.

- Aktorskie sceny – nastolatki potrafią być dobrymi aktorami, w czym pomaga im chęć zdobycia upragnionej korzyści – „Jak będę miła i powiem, że nie mam w czym chodzić, to kupią mi tę odjazdową bluzkę”; „Gdy zrobię, co chcą, puszczą mnie na sobotnią imprezę”. Warto wyczulić się na motywacje dziecka i nauczyć się odczytywać to, co mówi między wierszami, także swoim zachowaniem. Nie zawsze kolejna bluzka jest potrzebna i nie każda impreza jest dobra, a chcąc mieć spokój albo żeby dziecku nie było przykro, nabieramy się na taką postawę. Najczęściej efektem odmowy, nawet popartej jasno uzasadniającymi argumentami, jest obrażenie się nastolatka. Warto jednak to przetrwać. Jak dziecko wyczuje naszą siłę i zdecydowanie, odpuści. Po czasie i opadnięciu emocji doceni nasze dobre wyczucie, choć niekoniecznie to okaże.

- Stawianie na ostrzu noża – dobrze jest unikać radykalnych rozwiązań i decyzji. Dziecko może postawić na swoim i wtedy samemu można się wkopać. Dla nastolatka ważniejszy jest honor niż np. wyjazd z kolegami, o który musiałby poprosić albo coś zrobić, żeby móc pojechać.

- Postawa „Nie zależy mi” – im bardziej na czymś nam zależy, tym bardziej nastolatkom może nie zależeć – danie przestrzeni osłabia bunt. Jeżeli rodzicom za bardzo zależy na tym, żeby dziecko dobrze się uczyło albo chodziło do Kościoła, stwarzają nieświadomie przestrzeń do buntu. Dzieci bardzo dobrze wyczuwają, na czym rodzicom za bardzo zależy. Nie chodzi o pozostawienie dziecka, na zasadzie „niech robi, co chce”, ale o umiejętność balansowania między opieką a daniem przestrzeni i pozwoleniem na ponoszenie konsekwencji.

- Dziecko kochane, ale nielubiane – są dzieci, które bardzo uprzykrzają życie rodzicom, stwarzają ogromne problemy. Rodzice odczuwają do nich dużo złości, żalu, często mają ich dość. Może to przerodzić się w niechęć do dziecka, która objawia się na różne sposoby. Jeśli w domu jest drugie dziecko – miłe, wdzięczne i grzeczne, sytuacja lubi się pogłębiać; z tym „niedobrym” dzieckiem będzie coraz więcej problemów. Ważne jest zreflektowanie tego, co się dzieje, przyznanie się do swoich uczuć, odreagowanie ich. Takie dzieci wymagają mądrej miłości i dużo cierpliwości.

- Oczekiwanie wdzięczności – wielu rodzicom jest bardzo przykro, że dzieci nie czują wdzięczności. Trzeba uczyć dzieci okazywania wdzięczność – jest to cecha kultury osobistej, lecz nie domagać się jej na siłę. Żądanie wdzięczności będzie wzbudzać albo złość, albo poczucie winy. Rodziców – jeżeli jest za co – często docenia się dopiero po trzydziestce, ale i nastolatki, jeśli czują się kochane, mają krótkie chwile, kiedy odczuwają wdzięczność. Charakterystyczną cechą wieku dojrzewania jest, że dzieci muszą nas w pewnym sensie zanegować, żeby wyodrębnić się i oddzielić – jest to normalne i potrzebne.

- Rola rówieśników – brak relacji, przyjaźni, grupy, w której jest się akceptowanym, to jedna z podstawowych przyczyn depresji u młodzieży. Opinia rówieśników ma ogromne znaczenie, stąd różne dziwne i ryzykowne zachowania mające na celu zwrócenie na siebie uwagi otoczenia. Rozumienie tego może dać przestrzeń na większą tolerancję i wyrozumiałość. Trzeba też jednak zorientować się, jaki charakter ma grupa, którą wybrało nasze dziecko, i jakie wartości uznaje. Ważna jest świadomość, że grupa rówieśnicza może mieć na nasze dziecko i jego rozwój bardzo destrukcyjny wpływ.

- Wrażliwość na wartości, idealizm – nastolatki szczególnie reagują na nieuczciwość, niezgodność pomiędzy głoszonymi poglądami a działaniem dorosłych. Jeżeli rodzice każą im chodzić do Kościoła albo chcą, żeby ich dziecko postrzegane było jako dobrze wychowane, natomiast w domu panują kłamstwo, agresja, nieuczciwość, brak szacunku dla drugiego człowieka, bardzo to nastolatka destabilizuje, traci wtedy grunt pod nogami. Jako rodzice jesteśmy niedoceniani, ale bardzo obserwowani. Możemy łatwo stracić autorytet.

- Bardzo duża łatwość zranienia – nastolatki są bardzo wrażliwe, zwłaszcza na odrzucenie, nieszczerość, manipulację, poniżanie. Często nie umieją tego nazwać i mają trudność w konstruktywnym bronieniu swoich racji. Raniące wydarzenia zapadają im jednak w pamięć i jako dorośli szybko możemy utracić zaufanie. Zwłaszcza wrażliwi w tej dziedzinie są chłopcy.

- Potrzeba zrozumienia – problemy dorastających dzieci trzeba traktować serio, przede wszystkim: słuchać i czekać, nie oceniać, nie radzić za szybko. Szczególnie źle odbierane jest przez nastolatka stwierdzenie: „Ja w twoim wieku…”.

- Uwaga na partnerstwo – może się okazać, że nastolatek opowiada nam o swoich głupich wybrykach, ewidentnie szkodliwych zachowaniach, np. że upił się na imprezie. Fakt, że o tym mówi, nie może zwalniać go z poniesienia konsekwencji. Byłoby to dużym błędem wychowawczym. Dzieci w wieku nastoletnim nie są naszymi partnerami, zbyt poufałe relacje mogą im szkodzić.

- Zasada ograniczonego zaufania – w domu dziecko może być grzeczne, bezproblemowe, sprawiać wrażenie, że się uczy; zapewniać nas, że korzysta z Internetu tylko w celach naukowych. Wielu rodziców bywa bardzo naiwnych i niejednokrotnie w szokujący sposób zaskakiwanych rzeczywistością. Nie wierzą, że ich syn lub córka mogli coś zrobić, np.: poszli na wagary, chodzą na imprezy, stosują używki, mają towarzystwo w sieci itp. Warto dopytywać o fakty, czasami sprawdzić, czy dziecko rzeczywiście jest tam, gdzie mówiło, że idzie. Można zajrzeć w przeglądarkę internetową, w historię przeglądania. Uwaga jednak na drugą skrajność – na czytanie pamiętników, sms-ów, przeglądanie poczty internetowej. Potrzeba dobrego wywarzenia kontroli – dać przestrzeń, dać sygnał, że nie jesteśmy naiwni, nie ścigać, zwłaszcza nie wchodzić za bardzo w sprawy rówieśnicze, czasami przymknąć oko, dać się „zrobić”; czasem zaś „docisnąć”. Dobremu wyczuciu sytuacji może pomóc intuicja – jeżeli ją mamy, ale też odpowiedzenie sobie na pytanie, na ile chodzi o nasze lęki, a na ile o realne zagrożenie.

- Odrabianie lekcji – w okresie gimnazjum dzieci powinny już posiadać samodzielność w obowiązkach szkolnych. Są rodziny, w których odrabianie lekcji jest koszmarem. Łączy się: z awanturami, z płaczem, ze zmuszaniem, z biciem, karami, dzwonieniem po innych rodzicach w celu dowiedzenia się, co było zadane, odrabianiem pracy domowej za dziecko. Jeżeli zdrowe, przeciętnie inteligentne dziecko chodzące do gimnazjum notorycznie nie wie, co zostało zadane na pracę domową i nie jest tym zainteresowane, jest duże prawdopodobieństwo występowania poważnych błędów wychowawczych, popełnionych jeszcze w początkowym okresie szkoły podstawowej. Najlepiej spotkać się wtedy z pedagogiem lub psychologiem terapeutą w celu pomocy dziecku i całej rodzinie.

- Zakazy i nakazy – może okazać się, że jest to jedyna forma bycia razem. Cokolwiek dziecko powie, zaraz jest poprawiane albo pouczane. Jest to sposób na frustrację i rozstanie. Dziecko powoli przestanie nam mówić o sobie i będzie poszukiwać zrozumienia gdzie indziej.

- Moralna ocena – mówienie, że coś jest złe albo dobre, często jest dla nastolatka niewystarczające. Ważne są logiczne argumenty, np. kwestia współżycia przed ślubem – należy mówić nie tyle, że nie wolno tego robić, ale dlaczego opłaca się tego nie robić. Wymaga to wiedzy i głębszej refleksji.

- Docenianie – nastolatek ma tak zachwiane poczucie własnej wartości i tak tonie w kompleksach, że najmniejsze dobre słowo może go bardzo umocnić. Wielu rodziców ma przekonanie, że pochwały psują, że jak się pochwali, to przestanie się wysilać. Chwalą do innych, ale nie przy dziecku. Najczęściej jest to powielanie błędnych wzorców wyniesionych z domu rodzinnego. Można wpaść w drugą skrajność i chwalić za bardzo, nie stawiając wymagań. To również demobilizuje, rodzi u dziecka błędne poczucie wyjątkowości i postawę roszczeniową.

- Powiem Ci coś miłego – można w domu zaproponować zabawę w „Powiem Ci coś miłego”. Polega ona na tym, że każdy przy jakiejś okazji, np. podczas obiadu, mówi coś prawdziwego i miłego pozostałym domownikom. Potrafi to rozładować wiele napięć. Nastolatek niekoniecznie może chcieć wziąć udział w takiej zabawie. Mogą hamować go: wstyd, nieśmiałość, trudność w wyrażeniu i nazwaniu dobrych cech innych członków rodziny, ogólna niechęć. Warto jednak, żeby rodzice powiedzieli o dobrych cechach dzieci, np.: „Ania jest towarzyska, radosna, łatwo nawiązuje znajomości, jest ciepła w kontakcie…”; „Tomek jest odpowiedzialny, sumienny, ma dobre poczucie humoru, jest wysportowany…”. Małe dzieci chętnie tego słuchają, w przypadku starszych – nawet jeśli sprawiają wrażenie, że nie są zbyt zainteresowane – słowa te są dla nich bardzo ważne i pomagają wzmocnić im poczucie wartości. Rozmowy takie pamięta się jeszcze po wielu latach.

Artykuł ukazał się w Zbliżeniach nr 9

www.pismozblizenia.pl

TOP